Flamengo przegrywa drugi tytuł w 2026 roku w wyjątkowo bolesny sposób i dokonując wątpliwych decyzji
Nie ma co do tego wątpliwości: Flamengo przegrało piłkarsko. Lanús wygrało oba mecze Recopa Sudamericana i zasłużenie sięgnęło po tytuł. Było wyraźnie lepsze w wygranym 1:0 pierwszym spotkaniu w Argentynie, a także dłużej prezentowało wysoki poziom niż Rubro-Negro w zwycięstwie 3:2 na stadionie Maracanã.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Był to drugi finał rozgrywany przez Flamengo w 2026 roku i drugi zakończony porażką. Wcześniej drużyna prowadzona przez Filipe Luísa uległa Corinthians w finale Supercopa do Brasil na początku miesiąca.
Porażka miała dla Flamengo wyjątkowo bolesny przebieg. Zespół prowadził 2:1 i był bliski doprowadzenia do serii rzutów karnych aż do 27. minuty dogrywki, lecz w ciągu czterech minut stracił dwa gole. Remis wystarczyłby Lanús do zdobycia trofeum, jednak Rubro-Negro zdołali jeszcze przegrać mecz, pogłębiając frustrację wobec rywala, który technicznie był od nich wyraźnie słabszy.
Słabszy technicznie, ale świadomy swoich ograniczeń i przygotowany z jasną strategią, opartą na fizycznej grze, by wytrącić Flamengo z komfortu (m.in. oszczędzając zmiany na dogrywkę). Na nic zdało się niemal 70% posiadania piłki, ponad trzykrotnie większa liczba podań i ponad dwukrotnie więcej strzałów. Pomijając dwa rzuty karne, liczba klarownych sytuacji wyniosła po cztery z każdej strony. Oprócz trzech bramek Lanús zagroziło jeszcze po główce José Canale w ósmej minucie dogrywki.
Flamengo miało swoje okazje: Jorge Carrascal wyszedł sam na sam w 20. minucie, ale Nahuel Losada popisał się świetną interwencją nogą. Cztery minuty później Gonzalo Plata przeprowadził kapitalny rajd, minął kilku rywali i wpadł w pole karne, lecz fatalnie uderzył, piłka zeszła mu z nogi i poleciała obok bramki. Pedro, który wszedł po przerwie, w 90. minucie otrzymał podanie na skraju pola karnego i przestrzelił. W 18. minucie dogrywki Bruno Henrique groźnie główkował nad poprzeczką.
WĄTPLIWE DECYZJE
Główka Bruno Henrique była jedynym momentem w dogrywce, gdy Flamengo realnie zagroziło w powietrzu silnej defensywie Lanús. Wiąże się to z jedną z głównych krytyk wobec składu wybranego przez Filipe Luísa. Trener ponownie postawił na zespół bez klasycznego napastnika, zostawiając Pedro na ławce rezerwowych, a rolę "fałszywej dziewiątki" powierzając Gonzalo Placie i Jorge Carrascalowi.
Tymczasem przy rywalu cofniętym głęboko i broniącym zaliczki z pierwszego meczu przestrzeni było niewiele. Już w pierwszej połowie Flamengo było zmuszone do dośrodkowań, tylko do kogo? Przed przerwą wykonano ponad dziesięć wrzutek, z których jedynie dwie zostały przedłużone przez Léo Pereirę i Gonzalo Platę, bez większego zagrożenia dla bramki Nahuela Losady.
Kolejna krytyka dotyczyła braku w wyjściowym składzie Évertona Cebolinhy, najlepszego strzelca drużyny w sezonie z trzema golami. Flamengo potrzebowało bramek, a czołowy snajper i klasyczny napastnik siedzieli na ławce rezerwowych. W ich miejsce grali Samuel Lino i Gonzalo Plata, którzy są obiektem krytyki kibiców właśnie za brak skuteczności.
Éverton Cebolinha wszedł na boisko w 57. minucie wraz z Pedro, ustawiony na lewym skrzydle. Jednak gdy w 78. minucie pojawił się także Bruno Henrique, Filipe Luís przesunął go na prawą stronę, jako skrzydłowego w ataku i bocznego obrońcę w defensywie. W ten sposób "zgasł" skrzydłowy, który mimo że jest prawonożny, na prawej stronie nie mógł korzystać ze swojego atutu, czyli zejścia do środka i strzału. Co więcej, Luiz Araújo, naturalnie występujący po tej stronie, pozostawał na ławce rezerwowych.
W obronie wybór Danilo do pary z Léo Pereirą okazał się trafny. Jednak gdy bohater triumfu w Copa Libertadores nie miał już sił w dogrywce, Filipe postawił na Léo Ortiza zamiast Vitão i była to zmiana nieudana. Na lewej obronie Ayrton Lucas wygrał rywalizację z doświadczonym Alexem Sandro, lecz poważnie zawinił przy pierwszym golu Lanús, źle podając do Agustína Rossiego.
W końcówce, grając va banque, Filipe Luís ustawił Ayrtona Lucasa jako skrzydłowego po jednej stronie, a Évertona Cebolinhię po drugiej. Zespół grał trzema stoperami, momentami z Erickiem Pulgarem cofniętym do linii obrony, innym razem z Jorginho. W polu karnym operowali Bruno Henrique i Pedro. Tylko w drugiej połowie wykonano 18 dośrodkowań, a jedyną groźną sytuacją była wspomniana główka Bruno Henrique.
Przy wewnętrznym niezadowoleniu części piłkarzy (sam Éverton Cebolinha przyznał już, że to będzie jego ostatni rok w klubie) Flamengo musi opanować kryzys, by uniknąć kolejnego sezonu bez trofeum, jak w 2023 roku. Szansą na zmianę sytuacji w pierwszej części roku jest mistrzostwo Campeonato Carioca. Rubro-Negro wygrali pierwszy półfinał 3:0 z Madureirą, a rewanż odbędzie się w nocy z czwartku na piątek.
Tak czy inaczej, Flamengo jest już praktycznie w finale, gdzie na ten moment czeka Fluminense, które wygrało pierwsze spotkanie z Vasco. Dla wierzących w zbiegi okoliczności to właśnie Fluminense było rywalem Rubro-Negro w finale w 2023 roku. Przy obecnej formie zespołu Filipe Luísa konieczna będzie jednak znaczna poprawa, by pokonać dobrze zorganizowany zespół prowadzony przez Luisa Zubeldíę.
Zespół ma wolne w piątek i wraca do treningów w sobotę rano w Ninho do Urubu. Najbliższy mecz w Campeonato Carioca odbędzie się w nocy z poniedziałku na wtorek na stadionie Maracanã, a Flamengo może przegrać nawet różnicą dwóch bramek i awansować do finału. W Campeonato Brasileiro zespół wróci do gry 11 marca, kiedy podejmie Cruzeiro, również na stadionie Maracanã.